Jak już wiecie w makijażu jestem minimalistką, używam niewielu kosmetyków i lubię kiedy produkty wyglądają na twarzy naturalnie. Nie czuję się dobrze w mocno zaznaczonych geometrycznych brwiach, nienaturalnie rozjaśnionej okolicy oczu czy mocnym konturowaniu. Lubię kiedy makijaż upiększa, podkreśla to co lubię w swojej twarzy i nie tworzy efektu maski. Wbrew pozorom niecała naturalna kolorówka daje efekt o jaki mi chodzi, dodatkowo mam bardzo wybredną skórę która nie na wszystkie produkty dobrze reaguje.
Marka Lily Lolo znana jest przede wszystkim z podkładów mineralnych, jednak w swojej ofercie ma również inne kosmetyki do makijażu. Oferuje naprawdę szeroki wybór szminek, błyszczyków, róży, brązerów, a także produktów do malowania oczu. Moje dotychczasowe liche doświadczenie z tą marką nie było za dobre, pisałam już Wam o tym jak słabo pod względem trwałości wypada u mnie ich brązer. Trochę obawiałam się jak sprawdzą się kosmetyki z dzisiejszego wpisu…ale niepotrzebnie bo jestem nimi zachwycona ♥
Mascara Big Lash(7ml/69,30zł)
To pierwszy naturalny tusz do rzęs z którego jestem zadowolona! A już myślałam, że ten moment nigdy nie nastanie:) Na początku zaznaczę, że nigdy nie lubiłam szczoteczek o tym kształcie, zawsze nakładały zbyt dużą ilość produktu na krótsze rzęsy po wewnętrznej stronie oka, a w tym przypadku kształt szczoteczki działa faktycznie na moją korzyść! Świetnie rozdziela włoski, perfekcyjnie rozprowadza na nich tusz bez grudek i sklejania. Widocznie wydłuża i pogrubia moje krótkie rzęsy i co najważniejsze…jest trwały! Nie kruszy się ani nie rozmazuje(kiedy nie dotykam oczu). Konsystencja tuszu i jego zapach to kolejne plusy…Mogę Wam go polecić z czystym sumieniem, mam teraz tylko dylemat czy zakupić kolejny egzemplarz czy spróbować pierwszej wersji tuszu tej marki. Dajcie znać czy miałyście któryś z nich…
Skład: Aqua, Stearic Acid, C18-36 Acid Triglyceride, Propanediol, Helianthus Annuus Seed Cera, Oryza Sativa Bran Cera, Acacia Senegal Gum, Hydroxypropyl Methylcellulose, Glyceryl Behenate, Polyglyceryl-6 Distearate, Hydrogenated Olive Oil, Glycerin, Vp/eicosene Copolymer, Cellulose, Centaurea Cyanus Flower Water, Sucrose Acetate Isobutyrate, Jojoba Esters, Sodium Hydroxide, Copernicia Cerifera Cera, Olea Europaea Fruit Oil, Ethylhexylglycerin, Hydroxyethylcellulose, Phenethyl Alcohol, Rosa Centifolia, Flower Cera, Rosa Damascena Flower Cera, Caprylic/capric Triglyceride, Undecyl Alcohol, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Acacia Decurrens Flower Cera, Polyglycerin-3, Tocopherol, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Sodium Phosphate, Disodium Phosphate, Polysorbate 20 [+/- Ci 77499 (Iron Oxides)]
Błyszczyk English Rose(4ml/48,50zł)
Ma przepiękny subtelny i dziewczęcy kolor, który podbija odcień moich ust, posiada delikatne drobinki które jednak nie są widoczne na ustach. Błyszczyk nie klei się ani nie wysusza ust, co więcej mam wrażenie, że o nie dba. Ma świetną konsystencje, nie jest bardzo lejący przez co mogę nakładać go nawet pomimo braku lusterka bez obawy, że rozleje się poza kontur ust. Bardzo przyjemnie pachnie czekoladą, nie jest to intensywny zapach ale wydaje mi się, że nie wszystkim przypadnie do gustu. Trwałość nie należy do plusów tego produktu ale ma przyjemny i bezpieczny skład. Bardzo go polubiłam, a to wiele znaczy ponieważ nigdy nie byłam fanką błyszczyków, a w przypadku tego produktu mam nawet ochotę na inne kolory:) Produkt ma dla mnie jedną wadę mianowicie zawiera karmin.
Skład: Ricinus Communis Seed Oil, Oleic/linoleic/linolenic Polyglycerides, Sorbitan Olivate, Cera Alba, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Mica, Aroma, Copernicia Cerifera Cera, Candelilla Cera, Tocopherol [+/- Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77492 (Iron Oxide), Ci 75470 (Carmine), Ci 77742 (Manganese Violet)]
Prasowany róż i rozświetlacz Naked Pink(10g/90,90zł)
Róż ma przepiękny matowy kolor, który spodoba się osobom którym nie pasują ciepłe odcienie. Przypomina mi on nieco mój ulubiony produkt od 100%pure w kolorze Chiffon. Świetnie się rozprowadza, nie tworzy plam i pięknie się rozciera dając bardzo naturalny i subtelny efekt który można stopniować. Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona jego trwałością, jak już wiecie byłam nieco zawiedziona brązerem Honolulu ponieważ szybko znikał z mojej skóry. Natomiast Naked Pink utrzymuje się na skórze niemalże cały dzień. Jesli chodzi o rozświetlacz to daje on również ładny efekt, rozświetla, dodaje blasku jednak na mojej skórze lepiej sprawdza się living luminizer od RMS. Jednak Lily Lolo jest przyjemną odmianą, całe szczęście nie zawiera w sobie brokatu, są to raczej drobno zmielone drobinki.
Skład: Mica, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Punica Granatum (Pomegranate) Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Leptospermum Scoparium (Manuka) Oil, Sodium Hyaluronate, Eryngium Maritimum Callus Culture Filtrate, [+/- Silica, Tin Oxide, Ci 77891 (Titanium Dioxide), Ci 77007 (Ultramarines), Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77742 (Iron Oxide)]
Puder Translucent Silk(4,5g/81,90zł)
Puder jest bezzapachowy i bardzo drobno zmielony. Ma biały kolor jednak po nałożeniu na skórę staje się on transparentny, w żadnym wypadku nie bieli skóry, nie zostawia plam ani nie podkreśla(tworzy) suchych skórek. Zawiera dosyć dużą ilość miki która rozprasza światło i daje jedwabiste wykończenie- pięknie prezentuje się na skórze. U mnie nie ma właściwości matujących ale utrwalające owszem tak. Daje mega naturalny efekt na skórze, wygląda ona zdrowo i promiennie. Lubię ten produkt jednak muszę przyznać, że nie zawsze na mojej skórze dobrze się sprawdza, szczególnie kiedy jest cieplej- wtedy o wiele lepiej wypadają u mnie pudry matujące.
Skład: Mica [+/- Ci 77491 (Iron Oxide), Ci 77492 (Iron Oxide)]
Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością kosmetyków Lily Lolo. Doceniam to, że żaden z produktów mnie nie uczulił i nie podrażnił, a uwierzcie mi miałam ostatnio sporo problemów na tym tle: sezon alergiczny w pełni i do tego uczulenie w okół oczu. Opakowania tych kosmetyków idealnie wpisują się w mój gust, są przepiękne, a dodatkowo bardzo wygodne w użytkowaniu. Uważam, że cena w porównaniu do jakości jest bardzo atrakcyjna. Wszystkie z przedstawionych kosmetyków oprócz tuszu do rzęs są nieziemsko wydajne.
Wszystkie produkty z dzisiejszego wpisu pochodzą ze sklepu Costasy. Z całą pewnością skuszę się na inne produkty Lily Lolo, na oku mam zestaw do brwi i pędzle. Jeżeli miałyście jakieś kosmetyki tej marki koniecznie dajcie znać czy byłyście zadowolone.
Lily Lolo to zdecydowanie moja ulubiona marka kosmetyków kolorowych bo mają boskie składy i świetne formuły 😀 Obecnie stanowią większą część mojej kosmetyczki i jak na razie nie zapowiada się żeby miało się to w przyszłości zmienić.
PS. Cudowne zdjęcia! Nie mogę sobie wyobrazić jak wiele pracy musiałaś w niej włożyć żeby uzyskać taki efekt w powietrzu z tym białym pyłem <3
Dziękuje:* Tak to nie było łatwe:) Chciałabym mieć tyle cierpliwości do innych rzeczy ile mam do robienia zdjęć:D
Ja właśnie kiepsko zaczęłam moją przygodę z tą marką ale na szczęście dałam jej kolejną szansę:) Wiadomo, że trafiają się lepsze i gorsze produkty…
Róż to zdecydowanie coś dla mnie, bo często wybieram chłodne kolory w makijażu:). Piękne zdjęcia!
Dziękuje:* Jeśli lubisz chłodne odcienie to koniecznie spróbuj tego produktu:)
Jeszcze nic nie miałam od tej firmy,ale czytałam sporo pozytywnych opinii o tej marce ☺
Może w końcu na coś się skusze ☺
Pozdrawiam
Lili
Jak Ty robisz takie ładne zdjęcia? Wiele dobrego słyszałam o tych kosmetykach, ale trochę przerażają mnie ceny, a bardziej myśl, że mogą się nie sprawdzić. Kusi mnie ten tusz, ale ja generalnie z mało którego tuszu jestem zadowolona 🙂
Ceny nie są takie przerażające biorąc pod uwagę wydajność tych produktów ale rozumiem, że możesz mieć obawy czy się sprawdzą. Szczególnie jeśli jesteś wybredna jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe:) Moją największą obawą była trwałość ale byłam pozytywnie zaskoczona. Może wybierz najpierw próbki? wydaje mi sie, że warto spróbować. U mnie tusze do rzęs to ciężki temat, zresztą wspominałam o tym we wpisie…z LL na pewno szybko nie zrezygnuje bo całe wieki szukałam tuszu który mi przypasuje(ogólnie to w całym życiu byłam zadowolona może z dwóch, trzech tuszy…) zależy jakie masz oczekiwania. Dziękuje, bardzo mi miło, że zdjecia Ci się podobają<3… Czytaj więcej »
Prezentują się fajnie:)
Tusz z Lily Lolo to również mój hit.. w sensie pierwszy tusz naturalny, który mi się sprawdził.. ale widzę, że jest nowa wersja w czarnym opakowaniu.. tej jeszcze nie miałam. Błyszczyk wygląda ślicznie! Uwielbiam takie delikatne i subtelne kolory na co dzień.
Obecnie namiętnie w użyciu mam ich pomadkę w odcieniu Nude Allure.. uwielbiam!
No własnie ja nie miałam tej starszej i teraz kiedy nowa wersja mi się sprawdziła zastanawiam się czy ryzykować i próbować starszej:D Piękna jest Nude Allure ale obawiam się, że trochę za ciepła dla mnie…chociaż na lato…hm:) 🙂
Mam kilka różnych produktów tej marki i większość bardzo lubię 🙂
Uwielbiam minerałki zwłaszcza teraz w upalne dni 🙂 Wow co za zdjęcia piękne! 🙂
Dziękuje dziewczyny<3
Markę znam i lubię 🙂 Ależ pięknie zrobiona sesja 🙂
Tusz ma genialną szczoteczkę:)
Ja wcześniej unikałam takich szczoteczek bo rzadko kiedy się u mnie sprawdzały w tym przypadku szczoteczka świetnie współpracuje z moimi rzęsami i działa na ich korzyść:)
Ja też nigdy nie byłam fanką błyszczyków, mazały mi się kleiły i mnie denerwowały ale bardzo polubiłam się z High Flyer z Lily Lolo <3 Muszę koniecznie wypróbować też tusz, bo jak do tej pory naturalne mi się nie sprawdzały…
No właśnie to pierwszy z którego jestem zadowolona;) Zostanę przy nim na długo, jest świetny!
Mnie teraz kusi własnie błyszczyk z Lily Lolo. Coś czuję, że to będzie mój kolejny zakup od nich 😀
Błyszczyk jest mega,mam ochotę na inne kolory ale poczekam aż zużyje ten:) Jaki kolor Ci się podoba?
Przez te piękne zdjęcia ciężko się skupić na wpisie 😀 ♥ Ja też bardzo polubiłam produkty Lily Lolo. Sprawdziło się u mnie wszystko oprócz podkładu mineralnego, ale nie dlatego, że jest słaby, tylko dlatego, że wolę płynne podkłady 🙂